POPRZEDNIA STRONA

Żydzi potrzebują Chrystusa jak reszta ludzkości

LINK

O dzisiejszym Izraelu i o Żydach na świecie można mówić jako spadkobiercach tych, wśród których Bóg zapowiedział przyjście Mesjasza – pisze ks. prof. Waldemar Rakocy CM. Nie znaczy to, jak dodaje, że są ludem wybranym i korzystają z przywileju wybraństwa, bo o tym decyduje realizacja woli Bożej związanej z ich wybraniem. „Tą wolą było przyjęcie Chrystusa i Jego ogłoszenie światu, cel ich wybrania. A oni Go odrzucili” – pisze biblista w przesłanym KAI artykule. Nawiązuje w nim m.in. do niedawnego wywiadu ks. prof. Waldemara Chrostowskiego dla KAI.

ks. prof. Waldemar Rakocy CM
Ks. prof. dr hab. Waldemar Rakocy CM (ur. 1960) jest emerytowanym profesorem Wydziału Teologii KUL. Kierował Katedrą Hermeneutyki Biblijnej oraz Katedrą Egzegezy Pism Apostolskich NT. Zasiadał w Zarządzie Stowarzyszenia Biblistów Polskich. Autor książek i ok. 150 artykułów dotyczących tematyki biblijnej, członek kilku krajowych i zagranicznych towarzystw naukowych.

SPORY WEWNĄTRZ CHRZEŚCIJAŃSTWA ZWIĄZANE Z JUDAIZMEM

Jako profesor teologii ze specjalizacją nauk biblijnych pragnę podzielić się z zainteresowanymi kilkoma istotnymi dla chrześcijaństwa tematami powiązanymi – poza ostatnim – z judaizmem.  Wśród chrześcijan występują w związku z nimi różnice zdań i zaognione dyskusje.  Można to rozstrzygnąć jedynie na gruncie argumentów.

W Polsce częścią tego sporu jest dialog z judaizmem. Z jednej strony mamy stanowisko ks. prof. Waldemara Chrostowskiego (wywiad w eKAI) a z drugiej stanowisko ks. kard. Grzegorza Rysia, które prezentuje on w swoich wypowiedziach. Pragnę odnieść się również do tej części sporu w jednym z punktów, tj. w jakim zakresie dialog z judaizmem ma sens.

1. Czy Żydzi są narodem wybranym? Zdania są tu mocno podzielone.  Otóż w zamyśle Bożym przynależność etniczna do jakiegoś ludu nigdy nie równała się wybraństwu w znaczeniu ludu Bożego. Wybraństwo jest kategorią zbawczą, a nie etniczną. W wybraństwie uczestniczy ten, kto odpowiada na Boże wezwanie.  Celem wybrania Izraela było obwieszczenie światu przyjścia Mesjasza, Chrystusa. Cel był zbawczy. I z tym celem było związane jego wybranie.

a) Historyczne wybranie ludu izraelskiego jako miejsca Bożego objawienia i przyjścia w nim Chrystusa jest powodem do chluby, ale nie gwarantuje ono automatycznie wybraństwa w sensie wejścia do ludu Bożego. Fakt urodzenia się Żydem nie zapewnia z góry takiego udziału. Stwierdza to jasno apostoł Paweł w Rz 9, 6b: „Nie wszyscy, którzy pochodzą z Izraela, są Izraelem”. Innymi słowy nie wszyscy, którzy urodzili się Żydami, są Bożym Izraelem, czyli wybranym ludem Bożym. Są nimi ci, którzy odpowiedzieli na Boże wezwanie (obecna w ST koncepcja ‘wiernej Reszty’). I dalej: „[…] i nie wszyscy przez to, że są potomstwem Abrahama, stają się jego dziećmi” (w. 7); „nie synowie co do ciała są dziećmi Bożymi” (w. 8a). Biologiczne pochodzenie od Abrahama nie decyduje o przynależności do ludu Bożego, czyli o byciu dzieckiem Boga.  Decyduje ono jedynie o przynależności do etnicznego Izraela, lecz nie do ludu Bożego. Tu musi mieć miejsce odpowiedź na Boże wezwanie.

Stąd urodzenie się Żydem nie gwarantuje bycia w gronie wybranego ludu Bożego; decyduje jedynie o przynależności do ludu, w którym został zapowiedziany i przyszedł Mesjasz. W przeciwnym razie Bóg byłby niesprawiedliwy: Żyd apostata z racji swego urodzenia uczestniczyłby w Bożym wybraństwie, a bogobojny poganin byłby z niego wykluczony, bo nie urodził się Żydem. Takie są konsekwencje etnicznego rozumienia wybraństwa.

A czy etnicznemu Izraelowi nie przysługuje tytuł ‘wybrany’ z samego faktu wybrania go przez Boga do misji bycia światłem Bożej prawdy w świecie? Wybranie go w pewnym momencie historii jest faktem i powodem do chluby. Nie było to jednak wybranie dla samego wyróżnienia, ale jego celem było zaniesienie światu orędzia o Bożym zbawieniu. Z tej racji samo historyczne wybranie Izraela nie stanowi uzasadnienia dla przywileju wybraństwa. Rangę wybraństwu nadaje Chrystus, Zbawiciel świata, do którego zmierza całe Boże objawienie. Bez Chrystusa ranga wybrania Izraela traci znaczenie. Staje się on jedną z wielu nacji w świecie.

b) Niepoprawnym jest przede wszystkim określenie „naród wybrany”. Po pierwsze, Pismo św. nie zna określenia „naród wybrany” używanego powszechnie w jęz. polskim (lecz nie w jęz. obcych: np. the chosen people [ang.], le peuple élu [fr.], il popole eletto [wł.] itd.); Pismo św. zna jedynie pojęcie ludu wybranego. Po drugie, w tamtych czasach nie istniała jeszcze koncepcja narodu, która jest zjawiskiem nowożytnym (na marginesie: tłumacze ksiąg Pisma św. na jęz. polski błędnie używają w odniesieniu do tamtych czasów terminu ‘naród’;  wszędzie powinno być ‘lud’, ‘plemię’ itp.). Po trzecie, Sobór Watykański II (Nostra Aetate, pkt. 4) używa w odniesieniu do Żydów czasów ST określenia „lud wybrany”, a nie „naród”;  naród może być izraelski, ale nie wybrany. Po czwarte, określenie „naród wybrany” jest niepoprawne teologicznie, ponieważ ma konotację etniczną, ograniczającą etnicznie dostęp do Bożej łaski, co jest sprzeczne z ekonomią zbawienia. Stąd nie mówimy ‘naród Boży’, ale ‘lud Boży’. Jedynie występującym i poprawnym określeniem jest „lud wybrany”. Wybraństwo jest kategorią zbawczą i obejmuje tych, którzy realizują zamysł Boży.

Określenie „naród wybrany” kształtuje błędne przekonanie, że z racji bycia Żydem ktoś przynależy automatycznie do ludu wybranego. Nigdy przynależność etniczna/narodowa nie równała się Bożemu wybraństwu (chociaż w czasach Jezusa judaizm doszedł już do takiego przekonania). Wybraństwo jest kategorią zbawczą, a nie etniczną.

c) O dzisiejszym Izraelu i o Żydach na świecie można mówić jako spadkobiercach tych, wśród których Bóg zapowiedział przyjście Mesjasza i w tym sensie ich wybrał jako miejsce Bożego objawienia. Nie znaczy to jednak, że są ludem wybranym, że korzystają z przywileju wybraństwa, bo o tym decyduje realizacja woli Bożej związanej z ich wybraniem. Tą wolą – jak zostało już powiedziane – było przyjęcie Chrystusa i Jego ogłoszenie światu, cel ich wybrania. A oni Go odrzucili. Są grupą etniczną (społecznością) wybraną w pewnym momencie historii jako locus divinae revelationis; następnie część z nich do momentu przyjścia Chrystusa była ludem wybranym (Bożym) w ramach etnicznego Izraela (tzw. ‘wierna Reszta’). Nigdy etniczny, biblijny Izrael jako całość nie stanowił ludu wybranego, ale tzw. 'wierna Reszta’. Obecnie lud wybrany, lud Boży stanowią ci, którzy przyjęli Chrystusa. Stanowią oni Kościół Chrystusowy, który wywodzi się nie tyle z etnicznego Izraela jako całości, ile z owej ‘wiernej Reszty’ spośród etnicznego Izraela.  Kryterium wyboru było zawsze zbawcze. W początkach Kościół składał się z wierzących w Chrystusa Żydów i pogan, a dzisiaj z wierzących w Niego pochodzących z różnych nacji.

Lud wybrany jako lud Boży jest jeden! Z tej racji nie można mówić o wyznawcach prawa mojżeszowego, że są ludem wybranym. Jest to tworzenie dwóch równoległych porządków zbawczych i zakwestionowanie roli Chrystusa w tworzeniu ludu Bożego: można w Niego wierzyć i można nie wierzyć, a i tak należy się do ludu wybranego, Bożego. Jest to relatywizowanie roli Chrystusa w procesie zbawienia ludzkości. Tak niebezpieczne stwierdzenie nie powinno nigdy pojawić się w przypadku chrześcijanina.

Obecny stan wyznawców prawa mojżeszowego jasno obrazuje apostoł Paweł metaforą drzewka oliwnego (Rz 11, 16b-24).  Żydzi są od niego odcięci. Mogą być na powrót wszczepieni (Bóg ich miłuje [w. 28b]).  Ale aktualnie są odcięci.  Z tej racji są według apostoła „nieprzyjaciółmi Boga” (w. 28a), co w języku biblijnym oznacza zerwanie z Nim relacji.  Nie znaczy to jednak, że Bóg ich odrzucił i nie mają możliwości powrotu.  Bóg nikogo nie odrzuca.  Żydzi są stale zaproszeni do tego, aby przyjąć Chrystusa, bo „dary łaski i wezwanie Boże są nieodwołalne” (w. 29).  Boże wezwanie jest stałe („nieodwołalne”) i dlatego Bóg stale wzywa ich do wkroczenia na drogę ku Chrystusowi.

W dialogu z judaizmem nadużywa się stwierdzenia apostoła Pawła o nieodwołalności Bożego wezwania do tego, żeby dowieść, iż judaizm stale korzysta z przywileju wybrania. Myśl apostoła jest jasna. Izrael odrzucił Mesjasza (Chrystusa) i z tej racji stał się nieprzyjacielem Boga. Trwa stale w tym stanie, bo jego przyczyną jest odrzucenie Chrystusa. Nie zmieni się to, dopóki Go nie przyjmie. Bóg go jednak miłuje, a przyrzeczone mu dary i wezwanie Boże do bycia światłem Bożej prawdy w świecie są do zrealizowania wraz z przyjęciem Chrystusa. ‘Nieodwołalne Boże wezwanie’ nie znaczy, że Żydzi po odrzuceniu Chrystusa nadal korzystają z przywileju wybraństwa.  Znaczy to jedynie, że przyjmując Chrystusa mogą ponownie w nim uczestniczyć. Bóg nie zmienia zdania co do wybrania Izraela w pewnym momencie historii i stale wzywa go do wkroczenia na drogę ku Chrystusowi.

Zasada, jaka stosuje się do Żydów z powodu odrzucenia Chrystusa, czyli nieuczestniczenie w Bożym wybraństwie, dotyczy również wspólnoty Kościoła. Przyjście na świat we wspólnocie Kościoła nie oznacza zawsze bycia częścią ludu Bożego, ludu wybranego. Ktoś może odwrócić się od Chrystusa i pozbawić łaski stanowienia lud Boży.

2. Czy przymierze na Synaju jest stale aktualne? Przymierze na Synaju wygasło i tym samym ustało z racji nowego przymierza zawartego w Chrystusie, do którego przygotowywało: „Ponieważ zaś mówi o nowym [przymierzu], pierwsze uznał za przestarzałe; a to, co się przedawnia i starzeje, zanika” (Hbr 8, 13). Utrzymywanie, że przymierze na Synaju nadal trwa, jest uznaniem za niepotrzebne (czy o względnej wartości) przymierza zawartego w Chrystusie. Tymczasem przymierze na Synaju jest etapem na drodze ku Chrystusowi i Jego Kościołowi. Doprowadziło ono do Chrystusa, spełniło swoją rolę i wygasa. Nie jest anulowane, odwołane, ale wygasa, ustaje.  Gdyby Żydzi przyjęli Chrystusa, właśnie tak by o nim myśleli i mówili. Postrzegają je jako stale trwające, bo nie przyjęli Chrystusa.

Przymierze na Synaju wygasło, ponieważ według apostoła Pawła było „posługiwaniem śmierci” (2 Kor 3, 7) i „posługiwaniem potępieniu” (w. 9) oraz zaprowadzało stan niewoli z racji ludzkiej grzeszności (Ga 3, 23; 4, 24).  Mówiło ono, jak należy postępować w życiu (przykazania), ale nie dawało siły do podążenia wskazaną drogą.  W ten sposób pogrążyło człowieka w grzechu (Rz 5, 20a). Przymierze synajskie musiało wygasnąć. Zostało zastąpione relacją z Bogiem nawiązaną w Chrystusie, który wyzwala człowieka z grzechu i zaprowadza w nim pełnię życia z Bogiem.

Posługiwanie się stwierdzeniami, że Bóg nie odwołał przymierza na Synaju albo że ono nie zostało anulowane, kryje w sobie manipulację. Poprzez prawdziwe stwierdzenie, że Bóg nie odwołał przymierza na Synaju (bo ono samo wygasło), prowadzi się adresata do wniosku, że skoro nie zostało odwołane, to nadal trwa, co jest nieprawdą. Bóg go nie odwołał, ale po-prawnym wnioskiem nie jest, że nadal trwa, ale że samo wygasło.

Utrzymywanie, że przymierze na Synaju jest stale aktualne, jest tworzeniem równoległej rzeczywistości zbawczej:  jednej z Chrystusem, a drugiej bez Niego. Jest to występowanie przeciwko zbawczemu planowi Boga.

3. Czy Żydzi wierzą w prawdziwego Boga? Izraelitom (Żydom) objawił się Bóg prawdziwy, ale odrzucając Chrystusa, odrzucają oni prawdziwego Boga. Nie wygląda to tak, że Izrael odrzucił Syna Bożego, a trwa przy Bogu. Kto odrzuca Syna, nie ma też Ojca (1 J 2, 23), bo Bóg jest jeden.  Izrael odwołuje się do prawdziwego Boga, ale Go nie zna, bo On objawił się w Chrystusie. Dopiero Chrystus objawia Ojca i tajemnicę Trójcy Świętej. To, co o Bogu poznał biblijny Izrael, jest mglistą wiedzą w porównaniu z poznaniem Go w Synu Bożym (J 10, 30: „Ja i Ojciec jedno jesteśmy”; 14, 9: „Ten, kto widzi Mnie, widzi i Ojca”). Sytuacja obecnego Izraela jest trudna, bo zna on tylko „ogólnie” Boga, bo nie zna Ojca, nie zna Ducha Świętego, a Syna Bożego nie tylko nie zna, ale jeszcze odrzuca. Wyznawcy prawa mojżeszowego nie poznali prawdziwej natury Boga – nie poznali tym samym Boga. Na ich oczach spoczywa zasłona (2 Kor 3, 14).  Czy w tej sytuacji wierzą oni w prawdziwego Boga czy w swoje wyobrażenie o Nim?  Pozostawiam to każdemu do refleksji.

Odrzucając Syna Bożego, Izrael odrzucił Boga Jahwe, bo Jezus razem z Ojcem i Duchem Świętym jest Bogiem Jahwe: „Jeżeli nie uwierzycie, że JA JESTEM [który jestem], pomrzecie w grzechach swoich” (J 8, 24. 58). Jezus jest Bogiem Jahwe i dlatego odrzucenie Go jest odrzuceniem prawdziwego Boga – stąd konkluzja: „[…] pomrzecie w grzechach swoich”. Nie można trwać przy Bogu, odrzucając Syna Bożego, który poprzez jedną naturę boską jest jednym Bogiem z Ojcem i Duchem Świętym. Odrzucenie Syna Bożego jest odrzuceniem (całego) Boga.

Chrystus nie jest dopełnieniem wiary Żydów w Boga (obrazowo brakujące np. 30%), ale całym poznaniem Boga (obrazowo 100%).  Z tej racji „w nikim innym nie ma zbawienia” (Dz 4, 12).

4. Czy Żydzi potrzebują Chrystusa tak samo jak pozostała ludzkość? Żyd potrzebuje w takim samym stopniu Chrystusa, i nawrócenia w Nim do Boga, co wszyscy inni ludzie.  Dlaczego? Bo odkupienie jest nowym stworzeniem w Chrystusie (Ga 6, 15; 2 Kor 5, 17; Ef 2, 15).  Nie jest wydoskonaleniem starego porządku zbawczego, ale powołaniem go do istnienia od początku!  Właśnie dlatego, że jest to nowy porządek zbawczy (nowe stworzenie), każdy musi do niego wejść: tak poganin, jak i Żyd, bo nikt wcześniej w nim nie trwał. Żyd był w korzystniejszej sytuacji jedynie z tej racji, że był lepiej przygotowany na przyjęcie nowego porządku zbawczego.

Przyjęcie Chrystusa jest według NT najwyższą formą nawrócenia, której potrzebuje każdy: zarówno Żyd, jak i poganin. Jest odmianą człowieka, jakiej dokonuje w nim Bóg. Nic się nie równa temu, czego Bóg dokonuje w człowieku, kiedy przyjmuje on Chrystusa – odmienia go i wprowadza w nowe życie ze sobą. Żyd potrzebuje takiego nawrócenia tak samo jak poganin, bo porządek religijny Żydów wyznania mojżeszowego nie jest w stanie tego zapewnić! Nie jest prawdą, że przyjmując wiarę w Chrystusa, poganin się nawraca a Żyd jedynie dopełnia swoją wiarę.  Skoro jest to nowy porządek zbawczy (nowe stworzenie), każdy wchodzi do niego na tych samych warunkach. Stąd Żyd bezwzględnie potrzebuje Chrystusa.

Przykładem nowego stworzenia, czyli rzeczywistości nieobecnej w ST, a obecnej aktualnie, jest Kościół. Jest on nowym bytem, stworzeniem, bo jego Ciało, tj. Chrystus, jest nowe. Na etapie ST nie ma niczego, co równałoby się darowi Kościoła. Na etapie ST lud Boży był zgromadzony przy Bogu. Obecnie jest on wszczepiony w Chrystusa, Jego Ciało, i stanowi z Nim jedno. W Kościele jesteśmy członkami Ciała Chrystusa. Nie jest to zatem wydoskonalenie porządku ST ani jego dopełnienie w sensie uzupełnienia brakującego elementu, ale danie czegoś nowego. Z tej racji do Kościoła jako nowego stworzenia, nieobecnego w ST, musi wejść zarówno poganin, jak i Żyd, bo żaden z nich wcześniej nie korzystał z takiego przystępu do Boga (jest on czymś nowym).

Innym przykładem jest przymierze Boga z człowiekiem. Nie jest to już przymierze, w którym każda ze stron bierze na siebie określone zobowiązania, bo tu w razie nie wywiązywania się jednej ze stron ze swych zobowiązań, przymierze zostaje zerwane.  Obecna relacja z Bogiem, zawarta w Chrystusie, nie ma odpowiednika w ST. Nie jest ona przymierzem, ale testamentem, czyli jednostronnym, wspaniałomyślnym obdarowaniem ludzkości przez Boga relacją ze sobą, gdzie Bóg czyni się gwarantem tej relacji i z tej racji nie zostanie ona nigdy zerwana. Testament nie podlega zerwaniu, a jedynie wykonaniu. Określenia jak wydoskonalenie czy dopełnienie nie są tu adekwatne. Obecna relacja z Bogiem na wzór testamentu, nawiązana w Chrystusie, jest ‘nowym stworzeniem’ względem tej starotestamentowej. Daje to, czego tamta nie dawała. To nie jest tylko danie czegoś więcej. Dobrze rozumieli to u początków chrześcijanie i dlatego nazwali księgi święte Starym i Nowym Testamentem, a nie Starym i Nowym Przymierzem.

‘Nowe stworzenie’ odnosi się także do koncepcji Mesjasza, synostwa Bożego, dekalogu, kapłaństwa, ekspiacji jako modelu pojednania z Bogiem itd. Każda prawda zbawcza ST, każdy przywilej zostają przewyższone w Chrystusie (nowe stworzenie), bo Bóg dał coś nowego i większego niż na etapie ST. Między Starym a Nowym Testamentem jest ciągłość, drugie wynika z pierwszego, ale między nimi jest jednocześnie niewyobrażalny przeskok jakościowy. Różnicę wyznacza osoba Chrystusa:  mówimy tu o różnicy między brakiem Chrystusa a Jego obecnością.

Między Starym a Nowym Testamentem nie ma przejścia w sensie dopełnienia pierwszego przez jakieś elementy drugiego; jest to danie czegoś nowego (nowe stworzenie w Chrystusie) – czegoś, co niewyobrażalnie przewyższa pierwsze (stan braku Chrystusa i stan Jego posiadania). Ten przeskok wyraża apostoł Paweł w 2 Kor 3, 10: „Wobec przeogromnej chwały [rzeczywistości nowotestamentowej] okazało się w ogóle bez chwały to, co miało chwałę tylko częściową [rzeczywistość starotestamentowa]. ST przy NT jest jak światło świecy przy świetle Słońca; traci całkowicie swój słaby blask.

5. Jaka jest funkcja Bożych przykazań? Między chrześcijaństwem a judaizmem występuje w tym temacie istotna rozbieżność, chociaż część chrześcijan postrzega wciąż rolę przykazań tak jak Stary Testamentu i świat żydowski.  Rodzi to rozdźwięk w łonie chrześcijaństwa, gdzie jedni rozumieją funkcję przykazań w duchu Nowego Testamentu, a drudzy trzymają się nadal jej starotestamentowego rozumienia.

Judaizm i chrześcijaństwo łączy przekonanie, że przykazania zostały dane przez Boga po to, aby człowiek dowiedział się, co jest dobre, a co złe moralnie. Różnica zaczyna występować w momencie, kiedy zapytamy o cel poznania dobra i zła moralnego.  Według judaizmu przy-kazania mają pomóc człowiekowi w osiągnięciu stanu sprawiedliwości przed Bogiem. Innymi słowy miały zbliżać go do Boga. Według chrześcijaństwa (głównie nauczania apostoła Pawła) – przeciwnie – celem przykazań było uświadomienie człowiekowi jego grzeszności: „Przez Prawo [przykazania] jest tylko większa znajomość grzechu” (Rz 3, 20b; por. 7, 7) – i tym samym uświadomienie tragicznego stanu wobec Boga. Pawłowe rozumienie przykazań potwierdza przeprowadzany rachunek sumienia, który każdego prowadzi do wniosku, że jest grzesznikiem, a nie świętym. W świetle przykazań jawimy się stale grzesznikami.

Dlaczego celem przykazań nie było doprowadzenie człowieka do stanu sprawiedliwości przed Bogiem? Bo przykazania nie mają takiej mocy.  One pouczają, jak należy postępować, ale nie dają mocy do pójścia tą drogą.  A dlaczego celem przykazań Bożych było uświadomienie człowiekowi stanu jego grzeszności?  Aby mając tego świadomość, wyjścia z tej tragicznej sytuacji szukał w Odkupicielu. Żeby dostrzec potrzebę Odkupiciela, trzeba mieć najpierw świadomość własnej grzeszności i niemożności wyzwolenia się z niej o własnych siłach. Wtedy szukamy kogoś, kto przyjdzie nam z pomocą w naszej tragicznej sytuacji.

Rozumienie roli przykazań przez Żydów jako czyniących człowieka sprawiedliwym i tym samym zbliżających go do Boga doprowadziło ich do przekonania o byciu lepszymi moralnie od innych ludzi i tym samym milszymi Bogu. To zaś popychało w kierunku tworzenia kolejnych przepisów prawnych, aby w jeszcze doskonalszy sposób prowadzić życie. Ostatecznie doprowadziło Żydów do przekonania, że przykazania są skutecznym środkiem w dojściu do Boga i Jego największym darem dla nich. Tak oto zamknęli się na Odkupiciela. Odkupiciel stał się niepotrzebny, a nawet przeszkodą w ich drodze do Boga, bo swoją Osobą usuwał w cień przykazania – ich zdaniem najdoskonalszy i skuteczny środek w dojściu do Boga.

Przystępu do Boga nikt jednak nie zapewni sobie własnym wysiłkiem (tu: zachowywanie przykazań). Przykazania są komunikatem, jak należy postępować w życiu, ale nie mają one mocy zapewnić grzesznikowi przystępu do Boga. Przystęp do Boga zapewnia jedynie Odkupiciel. Dzięki darowi przykazań Żydzi mieli mieć większą od pogan świadomość własnej grzeszności i bić się bardziej od nich w pierś. Dążenie do coraz to wierniejszego zachowywania przykazań miało ich doprowadzić do przekonania, że człowiek jest stale grzeszny i że w przykazaniach nie znajdą rozwiązania sytuacji grzeszności. To pozwoliłoby im otworzyć się na Odkupiciela. Stało się jednak inaczej.

W tym miejscu należy dodać do tego, co dotyczy życia zgodnego z wolą Boga, że moc do zachowywania przykazań, do życia zgodnego z Bożą wolą płynie od udzielonego przez Odkupiciela Ducha Bożego, który w nas zamieszkuje. To On urabia, kształtuje nasze sumienia i pociąga ku temu, co dobre moralnie; wzbudza w nas upodobanie w tym, co Boże. Wtedy wybieramy to, co zgodne z wolą Boga nie pod przymusem, ale z radością, bo sami tego chcemy;  to nas pociąga. Bez Ducha Bożego przykazania byłyby ciążącym jarzmem, brzemieniem. Tłumaczy to, dlaczego dar Ducha Świętego został udzielony w żydowskie Święto Tygodni (Pięćdziesiątnica). Owo święto upamiętniało nadanie Prawa na Synaju. Duch Święty zostaje udzielony w święto upamiętniające nadanie Prawa. Jest to jasny sygnał, że udzielony Boży Duch przejmuje funkcję przykazań: ich treść nadal obowiązuje („Czcij Boga”, „Szanuj rodziców”, „Nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij” itd.), ale to już Duch Boży, a nie przykazania, pozwala wypełnić Bożą wolę i zaprowadza w nas Boże życie.

Smutne jest to, że Boża prawda, przekazana jasno przez apostoła Pawła, nie przebiła się wystarczająco i nie ukształtowała myślenia chrześcijan. Wciąż ciąży na chrześcijanach myślenie starotestamentowe.

Na koniec ostrzeżenie dla chrześcijan uważających się za lepszych od innych chrześcijan, od wyznawców innych religii lub niewierzących. Wysiłek włożony w życie zgodne w Bożą wolą nie może prowadzić do wyniosłości względem innych, ale do jeszcze mocniejszego bicia się w pierś i pokornego uznania, iż pomimo wysiłków w zachowywaniu przykazań Bożych jesteśmy stale grzesznikami i zbawić nas może jedynie Chrystus. Inaczej popełnimy błąd, jaki popełnił biblijny Izrael.

6. Czy Żydzi są naszymi starszymi braćmi? Zdarza się nadużywać słów Jana Pawła II z 13 kwietnia 1986 r. z jego wystąpienia w synagodze w Rzymie. Przypisuje się papieżowi, że powiedział o Żydach „nasi starsi bracia”.  Papież powiedział dokładnie: „[…] i w pewnym sensie można by powiedzieć nasi starsi bracia”. Nie powiedział, że są naszymi starszymi braćmi, bo nie są nimi. Byliby wtedy, gdyby przyjęli Chrystusa. Przez warunkowy charakter wypowiedzi („w pewnym sensie” i „można by powiedzieć”) papież unika znaczenia dosłownego. Jednocześnie wyznacza granicę i rozdział między judaizmem, który odrzucił Chrystusa, a chrześcijaństwem. Są to dwa porządki religijne, które rozwijają się niezależnie od siebie i nie ma między nimi braterstwa wiary w sensie dosłownym, bo występuje rozdźwięk w najistotniejszej kwestii, Mesjasza.

7. Czy Żydzi ukrzyżowali Chrystusa? Odpowiedzialni historycznie za ukrzyżowanie Jezusa byli Żydzi i Rzymianie. Ewangelie nie pozostawiają tu cienia wątpliwości. Chrześcijanie zaś są winni śmierci Chrystusa (KKK 598) w tym sensie, że nasze grzechy doprowadziły do ekspiacyjnej śmierci Chrystusa.  Chrystus umarł, ponieważ zgrzeszyliśmy. W tym sensie odpowiedzialna jest cała ludzkość. Trzeba jasno rozgraniczać między historyczną odpowiedzialnością za śmierć Jezusa a winą w sensie religijnym. Nie należy wykorzystywać stwierdzenia Katechizmu Kościoła Katolickiego do wybielania Żydów z ich winy za ukrzyżowanie Jezusa. Nie rozumiemy ich winy jako winy zbiorowej ani dziedzicznej, ale tylko jako winę tych, którzy usilnie zabiegali o wyrok śmierci dla Jezusa i ten wyrok wymusili na Piłacie.

Posłużę się analogią. To, że Drugą Wojnę Światową wywołali Niemcy, nie znaczy, że wszyscy Niemcy ponoszą za to odpowiedzialność, ale nie znaczy to też, że Niemcy nie wywołali Drugiej Wojny Światowej i nie ponoszą za nią żadnej odpowiedzialności.

8. Jaka powinna być nasza postawa względem judaizmu?  1) Należy podtrzymywać kontakty z Żydami, bo wszyscy jesteśmy dziećmi tego samego Boga, ale prawda zbawcza nie może być wyciszana.  2) Nie należy usprawiedliwiać, wybielać odrzucenia Chrystusa przez Żydów (wypaczanie historii zbawienia), ale trzeba pomóc im w otwarciu się na Niego.

W latach 20. XIX w. Żydzi z synagogi w Strasburgu postanowili przeczytać Nowy Testament i przyjrzeć się jego przesłaniu. Kolejnych trzech rabinów, a z nimi kilkanaście osób z synagogi, przyjęło Chrystusa. Pojawiła się dyspozycja otwartości na prawdę i łaska natychmiast zadziałała. Jest to kierunek, w jakim należy iść w kontaktach z wyznawcami prawa mojżeszowego – tak postępować, aby pojawiła się w nich dyspozycja otwartości na prawdę. Nie należy rezygnować z takich prób.  Przykład mamy w apostole Pawle (Rz 11, 14). Nie wolno rezygnować z wysiłków na rzecz pozyskania Żydów dla Chrystusa.  Misja ewangelizacyjna stale trwa i obejmuje wszystkich – bez wyjątku.  Wymaga jednak roztropności w działaniu.

W nawiązaniu do powyższego, w kontaktach z judaizmem nie może być to dialog jednostronny, w którym my, chrześcijanie, pochylamy się stale nad ich wiarą, zgłębiamy myśl żydowską, a oni zamykają się całkowicie na myśl chrześcijańską. Nie jest to dialog, ale jednostronna rozmowa.  W szczerym dialogu każda ze stron powinna wysłuchać racji drugiej strony.  Jeżeli tego nie ma, wzajemne spotkania skutkują „urabianiem” przez myśl żydowską chrześcijan biorących w nich udział, którzy przejmują żydowskie myślenie i rozumienie historii zbawienia. Chrześcijanie się judaizują, a Żydzi nie tylko się nie chrystianizują, ale jeszcze utwierdzają w swoich przekonaniach, bo chrześcijanie czynią ustępstwa (np. pokazywanie się chrześcijan z symbolami judaizmu lecz nie odwrotnie). Ustępstwa zaś czyni z zasady ten, kto nie ma racji.  Dlatego nasze ustępstwa stale utwierdzają ich w przekonaniu posiadania racji. I tu przychylam się do opinii ks. prof. Waldemara Chrostowskiego, że dialog z judaizmem w Polsce powinien wyglądać inaczej. Z takich spotkań korzyść dla siebie odnoszą jedynie wyznawcy prawa mojżeszowego.  A to nie służy sprawie ewangelizacji.

Chrześcijaństwo i judaizm to dwa porządki religijne rozwijające się równolegle i stale w większej czy mniejszej opozycji do siebie. Pomocny dla zrozumienia Ewangelii jest ST, lecz nie judaizm. Twierdzenie, że poznawanie rozwijającego się przez dwa tysiące lat judaizmu może pomóc lepiej zrozumieć chrześcijaństwo, ociera się o nonsens. Może być pomocne w intelektualnym pogłębieniu zagadnienia, znajomości wzajemnych relacji, ale nie dla zrozumienia istoty przesłania Ewangelii. Rozwijający się po Chrystusie judaizm nie miał na nią żadnego wpływu.  Wyrósł wprawdzie z tej samej tradycji starotestamentowej co Ewangelie, ale poszedł inną drogą.  Nie jest pomocny w przyswojeniu przesłania Jezusa.  Należy natomiast powiedzieć, że nauczanie Jezusa dobrze jest zgłębiać poprzez odwołanie się do tekstów Starego Testamentu i do ówczesnej tradycji żydowskiej, Jemu współczesnej.

Większość chrześcijan nie zagłębiała się w religię żydowską. Czy to znaczy, że nie rozumieją dobrze lub do głębi Ewangelii?  Otóż rozumieją istotę jej przesłania w pełni.  Bo kto przyjął Chrystusa, razem z Nim poznał całą Bożą prawdę, bo poznał Tego, który zbawia.  Tu trzeba kierować podobne zalecenia w drugą stronę (!), czyli żeby Żydzi studiowali księgi NT, bo dopiero wtedy zrozumieją własne wybranie i własną tradycję religijną. Znajdą jej wypełnienie. Czy jest to przedmiotem dialogu z judaizmem w Polsce?

9. Czy w modlitwie konsekracyjnej podczas Mszy św. powinny być słowa o Ciele Chrystusa wydanym i Krwi przelanej „za wielu” czy „za wszystkich”? Poruszam ten temat, ponieważ pojawiały się i pojawiają próby zmiany.  Z racji występujących niejasności w temacie chcę to przybliżyć.

W tekście greckim NT (Mt, Mk, Łk i 1 Kor 11) znajdują się dwie formy: „za wielu” (hyper pollōn) i „za was” (hyper hymōn). W żadnym z czterech świadectw nie mówi się o wydanym Ciele Chrystusa i przelanej Krwi „za wszystkich”.

Według Ewangelii Mateuszowej Jezus ma na myśli tych, w których dzieło odkupienia odniesie zamierzony skutek: „Moja Krew …, która będzie wylana … na odpuszczenie grzechów”, czyli przelana za tych, w których dokona odpuszczenia grzechów, tj. którzy skorzystają z łaski odkupienia i wejdą w relację z Bogiem. Jezus nie ma na myśli tych, którzy nie skorzystają z łaski odkupienia, tj. w których przelana krew nie przyniesie zamierzonego skutku. Bóg nie działa na darmo, nie marnuje swojej łaski. Jako istota doskonała, kiedy działa, osiąga cel. Jezus nie ma zatem na myśli wszystkich ludzi, ale tylko owych wielu, którzy odpowiedzą pozytywnie na łaskę odkupienia i wejdą w relację z Bogiem. Zgodnie z intencją słów Jezusa poprawną formą jest „za wielu” (w tym także „za was” – dzisiaj w odniesieniu do każdego, kto uczestniczy w Eucharystii), co znajdujemy na kartach NT i co funkcjonuje w aktualnej modlitwie konsekracyjnej w jęz. polskim.

Forma „za wszystkich” nie występuje w NT, bo jest niezgodna z rozumieniem dzieła odkupienia.  Forma „za wielu” naprowadza na jego właściwe rozumienie.  Należy porzucić myślenie, że wszyscy zostali odkupieni, czyli wprowadzeni w relację z Bogiem.  Wszystkim została otwarta droga do Boga, ale odkupieni zostali ci, którzy weszli w relację z Bogiem (odpowiedzieli pozytywnie).  I za nich Jezus przelewa krew (odkupienie utożsamia się tu ze stanem naszego obecnego zbawienia, które już się dokonuje).  Jezus nie przelewa krwi za tych, w których nie przynosi to zamierzonego skutku, bo byłoby to działanie daremne.  Posługując się obrazem Jezusa, nie rzuca On pereł przed świnie.  Zatem dzieło odkupienia swymi owocami dosięga tej części ludzkości, która odpowiada na nie pozytywnie.  I to przesłanie zawiera się w wyrażeniu „za wielu”.

Wszystkim życzę coraz bardziej pogłębionego rozumienia Bożych prawd i w rezultacie mocniejszego przylgnięcia do Chrystusa Odkupiciela ludzkości.

* * *

Dialog z judaizmem na zakręcie historii

LINK

60 lat po dokumencie soborowym Nostra aetate

Wokół dokumentu Soboru Watykańskiego II Nostra aetete (W naszym wieku) o stosunku Kościoła do religii niechrześcijańskich z dnia 28 października 1965 roku narosły różne przekonania. Chodzi dokładnie o punkt 4 dokumentu odnoszący się do judaizmu, czyli do Żydów, którzy nie przyjęli Chrystusa.

Postaram się przedstawić stanowisko dokumentu soborowego, na który tak chętnie powołują się zwolennicy (liderzy) obecnego kształtu dialogu z judaizmem w Polsce. W tekście odwołuję się miejscami do niektórych treści mojego artykułu sprzed ponad tygodnia nt. Żydzi potrzebują Chrystusa tak samo jak reszta ludzkości, który ukazał się na różnych portalach internetowych i do którego można wrócić wpisując w Internecie podany tytuł.

Co mówi, a czego nie mówi Nostra aetate?

Po pierwsze, dokument soborowy Nostra aetete nigdzie nie zaprzecza temu, że Kościół Chrystusowy zastąpił Izrael Starego Testamentu. Dokument wręcz stwierdza to: „Chociaż Kościół jest nowym Ludem Bożym, nie należy […]”.  Jako nowy lud Boży Kościół jest nową rzeczywistością zbawczą, która bardziej zastępuje, niż wydoskonala rzeczywistość starotestamentową, ponieważ jest ‘nowym stworzeniem w Chrystusie’ (por. Ga 6, 15; 2 Kor 5, 17; Ef 2, 15).  Jest to powołanie do istnienia nowego bytu. Mamy tu ogromny przeskok jakościowy od starego ludu Bożego (zgromadzony przy Bogu) do nowego ludu Bożego, Kościoła (włączony w Ciało Chrystusa). Aby wyakcentować tę ogromną nowość, dokument używa wyjątkowo w tym przypadku dużej litery w słowie ‘lud’ („novus Populus Dei”) (więcej w cytowanym na wstępie artykule Żydzi potrzebują Chrystusa …, punkt 4).

Jeżeli zakwestionujemy zastąpienie starotestamentowego Izraela przez Kościół, czyli przyjmiemy istnienie ludu Nowego Testamentu oraz istnienie nadal ludu przymierza na Synaju, które stale trwa, to zaczynają istnieć dwa równoległe porządki zbawcze oraz dwa ludy wybrane, co jest obce zbawczemu planowi Boga (do czego wrócę).

Broniący obecnego kształtu dialogu z judaizmem bezustannie powołują się na fakt, że tzw. teologia zastępstwa została odrzucona. Nie została odrzucona; został złagodzony jej język (nie mówi się np. o odrzuceniu przez Boga Izraela itp.). Odrzucenie koncepcji zastąpienia – obecnej w myśli chrześcijańskiej od początku – nie ma merytorycznego, teologicznego uzasadnienia ani w Objawieniu, ani w Nostra aetate, sztandarowym dokumencie Kościoła na temat judaizmu. Nie ma poważnych racji, aby nagle po dwóch tysiącach lat zmieniać myślenie.  Podejrzewam, że jest to teza głoszona na użytek dialogu z judaizmem, wymuszająca określony sposób myślenia. Jej celem jest uznanie trwałości przymierza na Synaju, na czym można następnie budować pozycję religijną judaizmu względem chrześcijaństwa (w jakim celu?).

Po drugie, dokument nigdzie nie konstatuje, że judaizm uczestniczy w równoległym porządku zbawczym. Nowy Testament stwierdza: „I nie ma w żadnym innym zbawienia, gdyż nie dano ludziom pod niebem żadnego innego imienia, w którym moglibyśmy być zbawieni” (Dz 4, 12).  Istnieje tylko jeden porządek zbawczy – ten w Chrystusie. Judaizm nie przyjmując Chrystusa, nie uczestniczy w tym jedynym porządku ani też nie tworzy innego porządku zbawczego, bo istnieje tylko jeden.

Rozstrzyga to apostoł Paweł, nazywając Kościół „Izraelem Bożym” (Ga 6, 16). Określenie ‘Izrael Boży’, czyli ci, którzy trwają przy Bogu, przechodzi na wyznawców Chrystusa! Chrześcijanie z żydostwa i pogaństwa stali się Bożym Izraelem, czyli wybranym ludem Bożym. Żydzi nie zostali wykluczeni z nowego porządku zbawczego: ci, którzy uwierzyli w Chrystusa, weszli do niego i w nim trwają. Jest to kontynuacja starotestamentowej ‘wiernej Reszty’, która stanowiła wtedy lud Boży pośród etnicznego Izraela.

Po trzecie, dokument nigdzie nie stwierdza, że przymierze na Synaju jest stale aktualne, co powszechnie głoszą zwolennicy dialogu z Żydami. Cytowany w Nostra aetate tekst Rz 9, 4-5 wymienia przywileje nadane Izraelowi Starego Testamentu, czego celem było pokazanie za apostołem Pawłem ogromnego obdarowania Izraela; czy było nim też ukazanie udziału późniejszego judaizmu w tych przywilejach, tego nie wiemy. Pierwsze jest pewne, drugie przypuszczeniem. Gdyby drugie było celem dokumentu, uczyniłby to wprost. Dokument nie stwierdza zaś, że przymierze synajskie trwa nadal.  Nie czyni tego, bo stoi to w sprzeczności z Nowym Testamentem.

Otóż autor Listu do Hebrajczyków pisze: „Ponieważ zaś mówi o nowym [przymierzu], pierwsze uznał za przestarzałe; a to, co się przedawnia i starzeje, zanika” (8, 13). Nietrwałość przymierza na Synaju dobrze uzasadnia apostoł Paweł w swoich listach (zob. artykuł Żydzi potrzebują Chrystusa …, punkt 2). Przymierze na Synaju nie zostało, co prawda, odwołane przez Boga, ale wygasło, bo było nieskuteczne względem ludzkiego grzechu (np. Hbr 8, 7; też 2 Kor 3, 7 i 9; Rz 5, 20a). Przygotowało na przyjście Chrystusa (jego cel), spełniło swoją rolę i wygasa.  Współczesna teologia ani Magisterium Kościoła nie mogą zmienić tego faktu.

Dostrzegam tu możliwą manipulację. Prowadzący dialog z judaizmem posługując się prawdziwym stwierdzeniem, że przymierze na Synaju nie zostało odwołane (bo wygasło), prowadzą nieznających zagadnienia do wniosku, że skoro nie zostało odwołane, to nadal trwa, co jest nieprawdą. Bóg go nie odwołał, ale poprawnym wnioskiem nie jest, że nadal trwa, ale że samo wygasło.

Po czwarte, dokument Nostra aetate nigdzie nie stwierdza w odniesieniu do judaizmu, że jest on ludem wybranym. Stwierdza to wyłącznie o ludzie Starego Testamentu i o Kościele, którego wybranie (electionis) widzi już w wierze patriarchów. Dokument świadomie nie przypisuje przywileju wybraństwa judaizmowi. Nie przypisuje mu bowiem roli zbawczej w ekonomii zbawienia, ponieważ inaczej godziłby się na istnienie dwóch równoległych porządków zbawczych, co relatywizuje rolę Chrystusa w procesie zbawienia.

Wedle Bożego objawienia obecnie istnieje nowy i jeden lud Boży. Tak apostoł Piotr zwraca się w swym Liście do chrześcijan: „Wy jesteście wybranym plemieniem […] ludem Bogu na własność przeznaczonym, abyście głosili dzieła potęgi Tego, który was wezwał z ciemności do przedziwnego swojego światła” (1 Pt 2, 9). Istnieje nowy lud wybrany, a są nim chrześcijanie z żydostwa i pogaństwa.

Używanie w języku polskim określenia ‘naród wybrany’ jest błędem i świadectwem braku wiedzy. Ponadto i nade wszystko zawęża ono etnicznie przywilej wybrania, czym utrwala błędne rozumienie Bożego wybraństwa (więcej w artykule Żydzi potrzebują Chrystusa …, punkt 1).

Po piąte, dokument uznaje „wspólne z Żydami dziedzictwo”, ale nie stwierdza, że judaizm wierzy w prawdziwego Boga. Wykazuje tu powściągliwość. W dokumencie termin ‘wiara’ i pojęcie ‘wiara w Boga’ są powiązane wyłącznie z Izraelem Starego Testamentu i z Kościołem.  Dokument nie mówi nic o wierze judaizmu.

Z chrześcijańskiego punktu widzenia trudno jest pogodzić odrzucenie Syna Bożego przez Żydów z wiarą w prawdziwego Boga, gdzie Syn Boży poprzez jedną naturę boską jest jednym Bogiem z Ojcem i Duchem Świętym. Natura Trójcy Świętej stawia pod znakiem zapytania taką możliwość.  Z racji natury Boga odrzucenie Syna Bożego jest odrzuceniem (całego) Boga. Wiara Żydów w Boga jest, co prawda, skierowana ku prawdziwemu Bogu, ale nie znają Go (tajemnica Trójcy Świętej), a nie uznając Chrystusa, odwracają się od prawdziwego Boga (więcej w artykule Żydzi potrzebują Chrystusa …, punkt 3).

Po szóste, dokument nie stwierdza, że zawdzięczamy naszą wiarę judaizmowi, który odrzucił Chrystusa, ale patriarchom, Mojżeszowi, prorokom. Tu należy dodać, że także tej części etnicznego Izraela, która była zawsze wierna Bogu i przyjęła Chrystusa (tzw. ‘wierna Reszta’).  To oni przekazywali poprzez wieki wiarę w prawdziwego Boga, który ostatecznie objawił się nam w Jezusie Chrystusie. Dokument stwierdza, że Kościół „karmi się korzeniem szlachetnej oliwki” (metafora z Rz 11, 16b nn).  Kościół nie karmi się odciętymi gałęziami, czyli wiarą judaizmu, ale wiarą wiernego Bogu Izraela.

Stąd dokument nie mówi o judaizmie, że jest on ojcem naszej wiary ani że jest naszym starszym bratem, bo nie jest z racji niewiary w Chrystusa (są to odcięte od Bożego Izraela gałęzie). Można mówić o Żydach, że są naszymi ojcami w wierze czy starszymi braćmi w wierze, ale o Żydach przed Chrystusem, którzy trwali w wierze Abrahama, lecz nie o judaizmie. Między chrześcijaństwem a judaizmem występuje rozdźwięk w najistotniejszej kwestii, Mesjasza (więcej w artykule Żydzi potrzebują Chrystusa …, punkt 6).

W tej sytuacji można zachęcać do studiowania judaizmu talmudycznego, lecz nie można twierdzić, że pomoże to w lepszym zrozumieniu chrześcijaństwa.

Po siódme, dokument soborowy nie powołuje się na tekst z Rz, 11, 29 o nieodwołalności Bożego wezwania względem Izraela – tak często przywoływany przez zwolenników dialogu z judaizmem. Nie powołuje się nań, bo słowa apostoła Pawła nie znaczą, że judaizm, który nie przyjął Chrystusa, korzysta nadal z przywileju wybraństwa (nie korzysta, bo są to odcięte od Bożego Izraela gałęzie), ale znaczą one, że Bóg nie zmienia zdania co do historycznego wyboru Izraela i że w każdej chwili przyjmując Chrystusa, może on ponownie w tym wybraństwie uczestniczyć. ‘Nieodwołalne Boże wezwanie’ jest stałym wzywaniem judaizmu do wypełnienia swojej misji, dla której jego ojcowie zostali przez Boga wybrani.

Zwolennicy dialogu z judaizmem podpierają się błędną interpretacją tekstu apostoła Pawła. Jest to kolejny przykład, jak wadliwe są podstawy teologiczne konstruowanego dialogu z judaizmem.

Po ósme, dokument nigdzie nie stwierdza, że nie wolno ewangelizować Żydów. Przeciwnie stwierdza, że „Kościół oczekuje znanego tylko Bogu dnia, w którym wszystkie ludy będą wzywały Pana jednym głosem”. Jest to jasno wyrażone przez Kościół pragnienie przyjęcia Chrystusa przez Żydów i tym samym delikatne dopuszczenie misji względem nich. Taką troskę wyrażał apostoł Paweł, który podejmował wysiłki pozyskania ich dla Chrystusa: „[…] w nadziei, że […] przynajmniej niektórych z nich doprowadzę do zbawienia” (Rz 11, 14). Według Nostra aetate Kościół ma zatem za zadanie „[…] głosić krzyż Chrystusowy jako znak zwróconej ku wszystkim miłości Boga i jako źródło wszelkiej łaski”. Krzyż Chrystusowy ma być głoszony wszystkim.  Żadna grupa etniczna nie jest wyłączona ze zbawczego planu Boga.

Dokument ipso facto zakłada roztropne ewangelizowanie Żydów, czyli nie nachalne, „wojownicze” nawracanie, czemu słusznie sprzeciwia się Kościół w swoim nauczaniu. Ma to być ewangelizowanie, a nie nawracanie (na siłę). Zwolennicy dialogu z judaizmem – sami będąc chrześcijanami – odmawiają chrześcijaństwu tego, co przynależy do jego istoty.

Po dziewiąte, dokument Nostra aetate stwierdza: „[…] nie należy przedstawiać Żydów jako odrzuconych ani jako przeklętych przez Boga”.  Wszelkie formy potępiania Żydów, odmawiania im możliwości zbawienia się, antysemityzmu są niezgodne z duchem Chrystusowej Ewangelii.

Dokument nie stwierdza jednak, że nie można wypowiadać się na temat niewiary Żydów w Chrystusa. Sam dokonuje takiej oceny w słowach: „[…] większość Żydów nie przyjęła Ewangelii, a nawet niemało spośród nich przeciwstawiło się jej rozpowszechnieniu”. Apostoł Paweł – z kolei – stawia sprawę jasno: zostali odcięci od własnego drzewka oliwnego (Rz 11, 16 nn.) i stali się „nieprzyjaciółmi Boga” (w. 28a), czyli zerwali z Nim relację. Taka ocena nie może być wyciszana, bo jest ona najpierw prawdziwa, następnie czyniona w duchu zbawczej prawdy, co rodzi głębokie zatroskanie. Nie można zakłamywać rzeczywistości, bo nie służy to sprawie: ani poznaniu Chrystusa przez Żydów, ani naszemu wywiązaniu się z dzieła ewangelizacji. Przesłanie chrześcijan do Żydów powinno wybrzmiewać w duchu prawdy i miłości.

Po dziesiąte, dokument soborowy nigdzie nie stwierdza, że nie można wypowiadać się na temat winy Żydów w doprowadzeniu do śmierci Jezusa. Konstatuje jedynie, że wina za ukrzyżowanie Jezusa „nie może być przypisana ani wszystkim bez różnicy Żydom wówczas żyjącym, ani Żydom dzisiejszym”.  Jednocześnie dodaje, że „[…] władze żydowskie wraz ze swymi zwolennikami domagały się śmierci Chrystusa”. Dokument ocenia obiektywnie odpowiedzialność za śmierć Jezusa. Stwierdza winę tych Żydów, którzy usilnie zabiegali o wyrok śmierci dla Jezusa i ten wyrok wymusili na Piłacie. Nie jest prawdą historyczną całkowite wybielanie Żydów z odpowiedzialności za śmierć Jezusa ani też nie jest pełną prawdą przypisywanie winy chrześcijanom, ponieważ grzeszą oni i z powodu ich grzechów Chrystus musiał umrzeć na krzyżu.  W tym sensie winna jest cała ludzkość, czyli również wszyscy Żydzi. Stąd dokument soborowy nie różnicuje, ale stwierdza, że Chrystus umarł „za grzechy wszystkich ludzi, aby wszyscy dostąpili zbawienia”.

W formułowaniu podobnych opinii należy przedstawiać pełny, obiektywny obraz Żydów i ich sytuacji religijnej. Wybielanie od winy za śmierć Jezusa wszystkich Żydów oraz naciskanie tylko na winę chrześcijan – to jednostronne, nieuprawnione oceny, które zdradzają wolę manipulowania faktami w celu wymuszenia określonego myślenia na temat judaizmu.

Wnioski:

1. Główna konkluzja. Dokument Soboru Watykańskiego II Nostra aetate nie wycofuje się z żadnego teologicznego stanowiska w sprawie oceny sytuacji religijnej judaizmu, wypracowanego przed nim w tradycji Kościoła katolickiego.

Chociaż dokument mówi z dużą życzliwością o judaizmie, czyli o Żydach, którzy nie przyjęli Chrystusa, to nie przypisuje mu ani tytułu ‘lud wybrany’ (ani błędnego określenia ‘naród wybrany’), ani ‘lud Boży’, ani oddzielnego porządku zbawczego. Nie stwierdza, że przymierze synajskie trwa nadal, nie ma w nim stwierdzenia, że Żydzi wierzą w prawdziwego Boga;  nie stwierdza ponadto, że judaizm miał wpływ na naszą wiarę czy że jest ojcem naszej wiary lub naszym starszym bratem. Dokument obiektywnie ocenia udział Żydów w skazaniu na śmierć Jezusa; zakłada implicite działalność ewangelizacyjną względem Żydów. Nigdzie nie stwierdza, że Kościół nie zastąpił starotestamentowego Izraela;  nigdzie nie sprzeciwia się uzasadnionej krytyce Żydów żyjących kiedyś i dzisiaj, bo sam to czyni w odniesieniu do przeszłości w słowach: „[…] większość Żydów nie przyjęła Ewangelii, a nawet niemało spośród nich przeciwstawiło się jej rozpowszechnieniu”.  Jednocześnie dokument stwierdza w duchu apostoła Pawła, że pomimo nieprzyjęcia Chrystusa Żydzi są „bardzo drodzy Bogu ze względu na swych przodków”:  nie ze względu na nich samych (bo ich obecna postawa nie jest akceptowana), ale na ich przodków. Dokument soborowy jest bardzo powściągliwy i wyważony.

Na czym polega zatem nowatorski charakter dokumentu soborowego Nostra aetate względem wcześniejszych wypowiedzi Kościoła? Polega on na zmianie podejścia do Żydów, czyli na porzuceniu agresywnego i pogardliwego tonu. W duchu dokumentu soborowego uczestniczący w dialogu z judaizmem mają zacieśniać braterskie relacje, poznawać wzajemnie własne tradycje religijne, prowadzić studia biblijne. Nie oznacza to jednak zmiany oceny sytuacji religijnej judaizmu. Ta pozostaje niezmienna.

Powstające po Nostra aetate dokumenty nie mogą odbiegać od wyznaczonej przez Sobór linii.

2. Główne tezy teologiczne, głoszone przez zwolenników (liderów) dialogu z judaizmem, nie znajdują uzasadnienia ani w Objawieniu (Pismo św.), ani w dokumencie soborowym Nostra aetate, na który tak chętnie i często się powołują. W niektórych przypadkach są oni całkowicie zamknięci na nieprzychylne judaizmowi treści z Nowego Testamentu lub tłumaczą je niezgodnie z ich sensem na korzyść Żydów.

Podstawy obecnego dialogu z judaizmem są w wielu miejscach wadliwe doktrynalnie; zawierają błędne założenia (zob. pierwsza część artykułu) i nie mogą przez to osiągać konstruktywnych celów.

3. Jaka w tym rola powstających po Nostra aetate dokumentów na temat judaizmu oraz wypowiedzi papieży? Trzeba tu uwzględnić czynnik ludzki. Chodzi o kierowanie owych dokumentów czy wypowiedzi do Żydów wprost lub pośrednio.  Są oni jednymi z adresatów tych tekstów czy wypowiedzi, czasami jedynymi, i w zgodzie z duchem Soboru Watykańskiego II dominuje w nich ton koncyliacyjny, a w wystąpieniach papieży np. w synagodze duża doza kurtuazji. Przemilcza się wtedy to, co dzieli (czyni się jedynie delikatne aluzje), a podkreśla elementy łączące (np.: umiłowani bracia, wiara w tego samego Boga [chociaż nie uznają Syna Bożego], nieodwołalność przymierza z Izraelem [przeciwko Hbr 8, 13], etniczne rozumienie wybraństwa [przeciwko Rz 9, 6b nn.], wydoskonalenie porządku Starego Testamentu [nie ‘nowe stworzenie’ w Chrystusie], powielanie błędnego rozumienia słów „dary łaski i wezwanie Boże są nieodwołalne” [Rz 11, 29] itd.). Nie jesteśmy nawet w stanie wyobrazić sobie papieża, który na spotkaniu z Żydami powie im za apostołem Pawłem, że odrzucili Chrystusa i stali się nieprzyjaciółmi Boga. Delikatność motywowana miłością bliźniego na to nie zezwala.  Z tej racji powstające dokumenty są pisane tak, aby prowadziły do zbliżenia.

Znaczy to, że w różnych dokumentach ostatnich dziesięcioleci i w wystąpieniach papieży tego okresu z racji koncyliacyjnego tonu i dużej dozy kurtuazji ocena religijnej sytuacji judaizmu jest generalnie łagodzona, a tym samym niekompletna.  Akcent jest tam położony na to, co łączy, podczas gdy to, co dzieli, jest wyciszane. Trzeba to każdorazowo rozeznać. Powstające dokumenty i wypowiedzi papieży mogą nie dawać pełnej oceny (nie jest to ranga nauczania dogmatycznego).  A nawet owa ocena może odbiegać (chociaż nie powinna) od tekstów Nowego Testamentu jak w przypadku stwierdzeń, że przymierze na Synaju trwa nadal czy niepoprawnego rozumienia słów apostoła Pawła o nieodwołalności Bożego wezwania. Pełną i poprawną ocenę judaizmu znajdziemy u apostoła Pawła (np. Rz 9-11), który nie kierował się dyplomacją, ale wyłącznie szczerą troską o swoich ziomków. Świadomość tego faktu każe przy formułowaniu oceny judaizmu uwzględniać w pierwszej kolejności źródło, jakim jest Pismo św.

Żaden papież nie zaprzeczy słowom Jezusa, że ojcem odrzucających Go Żydów jest diabeł (J 8, 44) ani słowom Apokalipsy, że Żydzi są synagogą szatana (2, 9 i 3, 9), ale nie powie tego otwarcie. Trzeba koniecznie uwzględniać czynnik kurtuazji i nie traktować każdej papieskiej wypowiedzi o Żydach jako wiążącej teologicznie.

4. Wprowadzenie przez Sobór koncyliacyjnego tonu względem judaizmu niektórzy błędnie zrozumieli jako złagodzenie stanowiska względem niego i oceny jego sytuacji religijnej (co skutkowało z ich strony działaniem na hura i na skróty). Doprowadziło to niektórych do nieuzasadnionego usprawiedliwiania sytuacji religijnej judaizmu. Pełny obraz judaizmu prowadzi zaś do smutnego wniosku, że jego sytuacja religijna przedstawia się bardzo poważnie.  Jest to stale krwawiąca rana historii zbawienia.

Przez dziesięciolecia kształtowano określone spojrzenie na judaizm, podpierając się dokumentem soborowym Nostra aetate, aby wzmocnić siłę argumentacji, podczas gdy on sam tego nie stwierdza. Prezentowanie zaś odmiennego zdania spotyka się ze strony zwolenników (liderów) dialogu z judaizmem z zarzutem, że jest ono niezgodne z Magisterium Kościoła:  nie że jest ono niezgodne z Bożym objawieniem (Pismo św.), ale z nauczaniem Kościoła. Dlaczego?  W tle tak kierowanego zarzutu stoi łagodniejsza (a nawet przychylna) ocena judaizmu w powstałych po Nostra aetate dokumentach i wypowiedziach papieży niż na karach Nowego Testamentu. Z tej racji wbrew temu, co stwierdza Nowy Testament, niektórzy dają pierwszeństwo np. wypowiedzi papieża (przykładowo odnośnie do przymierza na Synaju), zapominając o wskazanym wcześniej kontekście takiej wypowiedzi. Jest to niepokojąca asymetria w argumentacji.  Może się to stać zalążkiem błędów doktrynalnych na tym i innych polach z racji pozbawienia się pewnego, solidnego punktu odniesienia, tj. w wyniku stosowania dowolności w randze dowodów, do czego doszło w krajach tzw. Europy Zachodniej.

Mamy tu do czynienia z umyślnym i systemowym wymuszaniem na innych określonego sposobu myślenia, gdzie przemilcza się nawet teksty Pisma św. lub inaczej je tłumaczy (!), jeżeli nie potwierdzają one promowanego poglądu.  Z racji braku silnych argumentów, w wywodach zwolenników (liderów) dialogu z judaizmem nie tyle mamy do czynienia z logicznym tokiem teologicznego dowodzenia, ile z zasypywaniem inaczej myślących wyrwanymi z kontekstu tekstami czy wypowiedziami (bez uwzględnienia wskazanej wcześniej motywacji, jaka temu przyświecała).  Jest to próba zakrzyczenia zamiast rozumowego wykazania prawdziwości własnej tezy. W ten sposób ideowcy dialogu z judaizmem stają się grabarzami własnych idei.

5. Przesuwanie akcentu w relacjach z judaizmem na to, co łączy, podczas gdy to, co dzieli, jest wyciszane, wymaga dużej czujności. Tym bowiem, co dzieli i co się wycisza, jest Osoba Chrystusa. Wyciszanie Chrystusa narusza istotę Ewangelii i ewangelizacji.  Trzeba przyznać, że Chrystus jest największą przeszkodą w dialogu z judaizmem – wręcz niepokonalną. Chrystus jest skałą, o którą rozbija się każdy merytoryczny, doktrynalny dialog, co prowadzi do konkluzji, że dialog z judaizmem nie jest w stanie być dialogiem, ale nawiązywaniem braterskich relacji.  W przeciwnym razie, tj. czynienia ustępstw doktrynalnych, każdej ze stron grozi niebezpieczeństwo naruszenia fundamentu własnej wiary.

6. Końcowa konkluzja. Sześćdziesiąt lat po ogłoszeniu dokumentu Soboru Watykańskiego II Nostra aetate zachodzi pilna potrzeba powrotu wszystkich do modelu zaproponowanego przez Sobór w ocenie sytuacji religijnej judaizmu. W świetle świadectw Nowego Testamentu ten model powinien być nieprzekraczalny.

* * *

Żydzi narodem wybranym?

LINK

W odczytanym w V Niedzielę Wielkiego Postu br. liście KEP znalazły się budzące wątpliwości stwierdzenia.  W tym miejscu odniosę się tylko do jednego z nich, czyli że Żydzi są narodem wybranym.  Poniższy tekst jest częścią szerszego opracowania, które ma się ukazać po Wielkanocy i będzie obejmowało kilkanaście różnych tematów związanych z judaizmem, które są błędnie przedstawiane przez niektóre środowiska.  Ma to pomóc zdezorientowanym wiernym w odnalezieniu się wśród różnych opinii krążących w przestrzeni publicznej.  W tym miejscu poruszam tylko temat wybrania Izraela Starego Testamentu, który to temat jest zwiastunem wspomnianego szerszego opracowania.  O wybraniu Izraela pisałem w artykule z dnia 13 lutego pt. Żydzi potrzebują Chrystusa tak samo jak reszta ludzkości, który ukazał się na stronach eKAI i do niego nawiązuję w pierwszej części poniższego tekstu.  W drugiej części przedstawiam nowe treści. Czy można mówić o Izraelu, że jest narodem wybranym: tak o Izraelu Starego Testamentu, jak i o współczesnym judaizmie?

Po pierwsze, historia zbawienia (Pismo św.) nie zna określenia ‘naród wybrany’ używanego w jęz. polskim.  Nie występuje ono też w jęz. obcych poza nielicznymi przypadkami jak jęz. słowacki.  W najbardziej znanych europejskich językach występuje określenie ‘lud wybrany’ (np. the chosen people [ang.], le peuple élu [fr.], il popolo eletto [wł.], el pueblo elegido [hisz.] itd.).  Pismo św. zna jedynie pojęcie ludu wybranego.  Określenie ‘naród wybrany’ dostało się do języka polskiego omyłkowo.

Po drugie, w czasach Starego i Nowego Testamentu nie istniała jeszcze koncepcja narodu, która jest zjawiskiem i pojęciem nowożytnym.  Stąd w odniesieniu do czasów biblijnych nie należy używać określenia ‘naród’.  Tłumaczący księgi Pisma św. na języki nowożytne nie powinni w odniesieniu do tamtych czasów używać terminu ‘naród’, ale ‘lud’, ‘plemię’ itp.

Po trzecie, Sobór Watykański II (Nostra aetate, pkt. 4) używa w odniesieniu do Żydów czasów Starego Testamentu określenia ‘lud wybrany’, a nie ‘naród’;  naród może być dzisiaj izraelski czy inny, ale nie wybrany.  W niektórych przekładach na jęz. polski dokumentów Magisterium Kościoła jak Konstytucja dogmatyczna o Kościele Lumen gentium (pkt 16) pojawia się w odniesieniu do Żydów Starego Testamentu termin ‘naród’, ale w łacińskim oryginale występuje zawsze słowo ‘lud’ (populus).  Podobnie w dokumencie Komisji ds. Kontaktów Religijnych z Judaizmem z 2015 roku („The Gift and the Calling of God are irrevocable”) w tłumaczeniu polskim pojawia się w odniesieniu do Żydów termin ‘naród’ i określenie ‘naród wybrany’, podczas gdy w tekście oryginalnym jest zawsze ‘people’ lub ‘the chosen people’.

Po czwarte, określenie ‘naród wybrany’ jest niepoprawne teologicznie, ponieważ ma konotację etniczną, ograniczającą etnicznie dostęp do Bożej łaski, co jest sprzeczne z ekonomią zbawienia.  Stąd nie mówimy ‘naród Boży’, ale ‘lud Boży’.  Jedynie występującym i poprawnym określeniem jest ‘lud wybrany’ czy ‘lud Boży’.  Wybraństwo jest kategorią zbawczą, a nie etniczną, i obejmuje tych, którzy realizują zamysł Boga.  Tak to rozumie apostoł Paweł: „Choćby liczba synów Izraela była jak piasek morski, tylko Reszta będzie zbawiona” (Rz 9, 27), czyli ci, którzy wytrwają przy Bogu.  Sama przynależność etniczna nie wystarcza do udziału w Bożym wybraństwie (chociaż w czasach Jezusa Izrael doszedł do przekonania, że jego wybranie jest ściśle powiązane z byciem Żydem).  Określenie ‘naród wybrany’ kształtuje błędne przekonanie, że z racji bycia Żydem ktoś przynależy automatycznie do ludu wybranego.

Apostoł Paweł tłumaczy w Liście do Rzymian, że fakt urodzenia się Żydem nie zapewnia z góry udziału w ludzie wybranym: „Nie wszyscy, którzy pochodzą z Izraela, są Izraelem” (9, 6b).  Innymi słowy nie wszyscy, którzy urodzili się Żydami, są Bożym Izraelem, czyli wybranym ludem Bożym.  Są nim ci, którzy odpowiedzieli na Boże wezwanie (obecna w Starym Testamencie koncepcja ‘wiernej Reszty’).  I dalej: „[…] i nie wszyscy przez to, że są potomstwem Abrahama, stają się jego dziećmi” (w. 7); „nie synowie co do ciała są dziećmi Bożymi” (w. 8a).  Apostoł wyraźnie stwierdza, że biologiczne pochodzenie od Abrahama nie decyduje automatycznie o przynależności do ludu Bożego (wybranego).  Decyduje ono jedynie o przynależności do etnicznego Izraela, lecz nie do ludu Bożego.  Tu musi mieć miejsce odpowiedź na Boże wezwanie.

W przeciwnym razie Bóg byłby niesprawiedliwy:  Żyd apostata z racji swego urodzenia uczestniczyłby w Bożym wybraństwie, a bogobojny poganin byłby z niego wykluczony, bo nie urodził się Żydem.  Takie są konsekwencje etnicznego rozumienia wybraństwa.  Apostoł Paweł w Rz 9, 6b nn. jednoznacznie wyklucza znak równości między etnicznym pochodzeniem a przywilejem wybrania: „nie synowie co do ciała są dziećmi Bożymi” (w. 8a).  Wybranie jest kategorią zbawczą i warunkiem uczestniczenia w rzeczywistości zbawczej nie jest biologiczne czy etniczne pochodzenia, ale odpowiedź na Boże wezwanie.  To dla realizacji zbawczego celu względem świata, czyli przyjścia Chrystusa, Bóg wybrał Izrael.  To Chrystus nadaje jego wybraniu wyjątkowe znaczenie.  Bez Chrystusa ranga wybrania Izraela traci znaczenie.  Staje się on jedną z wielu nacji w świecie.

Konieczne jest tu doprecyzowanie.  Stary Testament jest świadectwem, że Bóg wybrał pewną społeczność, której zamierzał się objawić.  W tej społeczności pośród Izraelitów żyli również cudzoziemcy (np. Edomici, Moabici czy inni).  Oni też zostali wybrani, bo uzyskali taki sam przystęp do Bożego objawienia (powtarza się to w przypadku Synaju, zob. dalej).  Bóg nie kierował się przesłanką etniczną, ale zamysłem zbawczym.  Wybrał pewną społeczność – nie wykluczając z niej nikogo z racji innego pochodzenia – która przyjmie Jego przesłanie i zaniesie je światu.  W tym wyborze „etniczność” nie odgrywała decydującej roli, chociaż wybór padł na konkretną społeczność, która była społecznością (przeważająco) izraelską.

Wniosek: wybranie nie dotyczyło tylko Izraelitów, ale także innych grup etnicznych, które żyły pośród nich i chciały wejść w relację z Bogiem.  Nie ma takiego okresu w historii zbawienia, w którym wybrany przez Boga lud był wyłącznie etnicznym Izraelem i mogłoby mu przysługiwać określenie ‘naród wybrany’ (gdyby pojęcie ‘naród’ wówczas istniało).  Od samego początku, tj. od dwunastu synów Jakuba, których możemy uznać za początek ludu izraelskiego, są wśród nich poganie.  Żony Judy i Symeona były Kananejkami, a żona Józefa – Egipcjanką.  Wybranie Izraela było zawsze związane z innymi grupami etnicznymi, dlatego nigdy nie miało charakteru narodowego.  Gdyby miało taki, inne grupy etniczne byłyby automatycznie wykluczone z udziału w przywileju wybrania, a my dzisiaj – aby mieć w nim udział – musielibyśmy najpierw zostać żydami (poddać się obrzezaniu i przyjąć wszystkie przepisy żydowskiego prawa).  Określenie ‘naród wybrany’ nie ma podstaw ani historycznych, ani teologicznych.

Kościół jako lud Boży, a nie naród Boży, ma już zapowiedź w sposobie działania Boga w Starym Testamencie.  Bóg od początku wybierał lud Jemu wierny, czyli lud Boży (wybrany).  Nie ograniczał przystępu do ludu wybranego innym ludom niż Izraelici.  Dowodem na to jest przymierze na Synaju.

Otóż na Synaju Bóg wszedł w przymierze z Izraelitami i obecnymi tam cudzoziemcami, którzy razem z nimi wyszli z Egiptu (Wj 12, 38; Lb 11, 4), nie różnicując etnicznie, ale dopuszczając do siebie każdego, kto chciał wejść z Nim w przymierze.  Mojżesz podkreśla, że przymierze z Bogiem obejmuje wszystkich obecnych w obozie, nie tylko etnicznych Izraelitów (Pwt 29, 10-11).  Wszyscy oni tworzyli lud wybrany, a nie naród wybrany, bo były tam różne grupy etniczne.  Bóg kierował się przesłanką zbawczą.  Szczególnie znamienne są inne słowa Mojżesza o przymierzu synajskim wypowiedziane w imieniu Boga: „Nie z wami tylko [tj. Izraelitami] zawieram to przymierze i składam przysięgę, ale z każdym, który tu stoi z wami [tj. cudzoziemcami] dzisiaj w obliczu Pana, Boga naszego, i z każdym, kogo tu dzisiaj nie ma z nami” (ww. 13-14).  Bóg wszedł na Synaju w przymierze z obecnymi tam Izraelitami i cudzoziemcami, ale również z tymi, których tam nie było (!): tak spośród Izraelitów, jak i cudzoziemców.  Przymierze synajskie w zamyśle Bożym miało wymiar uniwersalny.  Ze względu na Chrystusa, do którego prowadziło, zostało ono zawarte z ludzkością.  Bóg kierował się przesłanką zbawczą i dlatego nikogo nie wykluczał (nawet nieobrzezanych pośród cudzoziemców).

Niestety z upływem czasu Izrael coraz bardziej zawłaszczał sobie przymierze synajskie, nakładając na inne nacje (ludy) wymogi, których nie stawiał im w przymierzu Bóg, a które ostatecznie wykluczyły je z niego (rozbudowane przepisy prawne, konieczność obrzezania, a nawet przekonanie, iż trzeba stać się Żydem).  I to ten błędny stan ukształtował obecne błędne rozumienie wybrania Izraela, które pokutuje w codziennym myśleniu.  Trzeba wrócić do stanu pierwotnego, co przypomina apostoł Paweł w Rz 9, 6b nn. (zob. wcześniej).

Wniosek: przesłanka etniczna nie odgrywa znaczenia w zbawczych planach Boga.  Z tej racji urodzenie się Żydem nie ma znaczenia w ekonomii zbawienia, jeżeli w parze z tym nie idzie odpowiedź na Boże wezwanie.  Ale też każdy, kto odpowie, wejdzie do ludu Bożego.  Dlatego współczesny Izrael (judaizm) powinien porzucić myśl o swej wyjątkowości z racji faktu wybrania go kiedyś, a skupić się na misji, jaką Bóg zlecił mu względem świata.  W przywileju wybrania Izraela nie chodzi bowiem o jego wyróżnienie, ale o nałożenie nań zadania (misji) względem świata.  Stąd niewywiązywanie się z tego zadania przez Żydów jest utrudnieniem Bogu realizacji Jego zbawczego planu i zaciąga poważne konsekwencje.

Podsumowując, w historii zbawienia nie jest znane pojęcie ‘naród wybrany’, bo jest błędne historycznie i teologicznie.  Pojęcie zaś ‘lud wybrany’ jako kategoria zbawcza odnosi się do każdego, kto realizuje zbawczy zamysł Boga.  Z tej racji w czasach Starego Testamentu ludem Bożym (wybranym) była w ramach etnicznego Izraela tzw. ‘wierna Reszta’ (idea obecna zwł. u proroków).  Kościół zaś wywodzi się nie tyle z etnicznego Izraela jako całości, ile z owej ‘wiernej Reszty’ pośród etnicznego Izraela (zob. Rz 11, 5), w której mogli być też przedstawiciele innych ludów niż Izraelici.  To, co Bóg przygotowywał w historii Izraela Starego Testamentu, znajduje realizację w Kościele Bożym: jest to lud Boży, a nie naród Boży.


Opracowanie strony:  © P.Jaroszczak - Przemyśl 2025